6 sierpień 2019

Autor o dwóch twarzach. Steven Spielberg

Jako 27-letni reżyser niezapomnianych Szczęk (1975) cieszył się opinią wunderkinda amerykańskiego filmu. Reprezentujący zapoczątkowaną w latach 70. odmianę utalentowanych i obsesyjnie oddanych kinu filmowców, stanowił socjetę Hollywood. I choć jego filmy nie są obecnie wyczekiwane z tym samym stopniem natężenia, co niegdyś, Steven Spielberg wciąż zajmuje w tej grupie centralną pozycję.
Koronawirus
kujawsko-pomorskie
601
zobacz mapę / szczegóły
REKLAMA
Autor i inicjator

Spośród licznych prawdopodobnych znaczeń terminu „niezależność”, w kontekście świata filmu, jedno ma znaczenie kluczowe: zakres indywidualnego wpływu na finalny kształt dzieła. Obojętnie, jak by nie oceniać twórczości reżysera Złap mnie, jeśli potrafisz, niezaprzeczalne jest jego dążenie do uzyskania pełni kontroli oddziaływania na realizację każdego z kolejnych  filmów. Spielberg uzyskał tę autonomiczność w okamgnieniu, gdy wygenerował za sprawą Szczęk (1975) - podczas realizacji obrazu był 27-latkiem - bezbrzeżny sukces kasowy; przy produkcji kolejnego obrazu, Bliskich spotkań trzeciego stopnia, miał już absolutną swobodę manewru. Fabuła Bliskich spotkań, krążąca wokół wielokrotnie eksploatowanej w kinie, inwazji istot z kosmosu - nieodnosząca się wszakże do militarnych i złowieszczych intencji kosmitów - była asumptem do sukcesu filmu, i przyniosła propozycję radykalnej zmiany tematyki oraz sposobu prezentacji formalnej, hollywoodzkiego materiału filmowego.

I tak wskutek fascynacji powojennym kinem amerykańskim - „Pamiętam, że pierwszym filmem, jaki obejrzałem, było Największe widowisko świata Cecila B. De Mille. Potem były już same kreskówki Disneya lub jego filmy przygodowe” - Spielberg, na cztery ręce z Georgem Lucasem (Gwiezdne wojny), zapoczątkował nowy rodzaj wypowiedzi filmowej (odpowiadający gustom młodej generacji lat osiemdziesiątych), w Polsce ochrzczony przez Jerzego Płażewskiego terminem „Kina Nowej Przygody”. Grono obrazów z Hollywood zaczęło wyróżniać się od tej pory gwałtownymi zwrotami akcji, wartkim tempem, wyjątkowymi zbiegami okoliczności, sytuacjami na pozór bez wyjścia, dbałością o precyzję dźwięku i muzyki,  obrazami przeszywającymi rozmachem, okrucieństwem oraz egzotyką, i co jakiś czas ironicznym poczuciem humoru; elementy te, będące w gruncie rzeczy powtórzeniem dawnych idei czy form, a pozostające esencją sukcesu wielu filmów do chwili obecnej (choćby tych spod ręki Marvela),  indywidualizowało efektowne opakowanie, mające swoje najpełniejsze ujście, u twórcy E.T..


Dwie twarze

Gargantuiczny sukces komercyjny, który udało się powtórzyć Spielbergowi wiele razy, był spowodowany w głównej mierze przez sprawność jego rzemiosła. Kordialnym przykładem jego talentu w tejże kwestii jest pierwszy film o przygodach Indiany Jonesa, Poszukiwacze zaginionej arki. W otwierającej słynny obraz scenie Amerykanin buduje jej napięcie, nie pozwalając widzowi na zbyt szybkie zobaczenie twarzy protagonisty - nie ma w niej dialogu; charakterystyka bohatera wspiera się na środkach wizualnych oraz montażowych.  Bezlik przygodowych filmów spod ręki Spielberga zawiera też szereg scen pozbawionych realizmu, przedstawione instynktownie sposoby działań ich bohaterów oraz uwypuklenie emocji,  skutecznie go wszak „odbudowują”.

Brawurowe łączenie ustawienia kamery, montażu, aktorstwa i akcji, spoiwo łączące niemal każdy z filmów Spielberga, pojawia się też w jego „kinie dorosłym”, a la Lista Schindlera czy Monachium. Z tego właśnie powodu można rzec, iż pomimo bezspornej różnorodności filmografii twórcy Hooka, występuje w niej związek formalny, będący w trakcie permanentnej ewolucji. Wbrew świadomości tematycznego zamknięcia, kina powstającego z samego siebie - z nawiązań do przeszłości, nieinspirowanego bezpośrednimi doświadczeniami jego twórców, Spielberg  nigdy nie odciął się od hollywoodzkiej tradycji. Wręcz przeciwnie, stała się ona fundamentalnym elementem jego twórczości, oferującym w wielkobudżetowych produkcjach typy Imperium słońca czy też Amistad, stanowiących wyraźny krok w stronę kina nierozrywkowego, oczekiwaną zaletę.

Choć Spielberg nie stracił dziś całkowicie konszachtów z tzw. szeroką widownią, nie da się ukryć, że jego persona jako króla Midasa, spłowiała; paru ostatnim filmom, jak chociażby BFG: Bardzo Fajny Gigant czy Player One, brakuje wyraźnie energii. Twórca Na zawsze zdaje się przy ich okazji lecieć na autopilocie. Bez względu atoli na to, czy  kolejne wypowiedzi filmowe Amerykanina będą na wyższym poziomie formalnym i artystycznym, Hollywood i reszta świata (widzowie, jak również producenci) pozostaną mu na pewno wdzięczni za wiele z jego wcześniejszych, pamiętnych obrazów. Spielberg bowiem przy całej swojej pełnej rozmachu filmografii potrafił, jak mało kto, wywoływać wielkie emocje. W dzisiejszym zaś kinie... dosyć często ich brakuje.


 
PRZECZYTAJ JESZCZE
Koronawirus
kujawsko-pomorskie
601
zobacz mapę / szczegóły
REKLAMA

Kalendarz Wydarzeń / Koncertów / Imprez w Brodnicy